Kiedy mała obwodnica była w lesie, a radny Fryc nawoływał do protestów

Mała obwodnica Kolbuszowej, czyli kilkusetmetrowa łącznica drogi krajowej nr 9 z traktem wojewódzkim w stronę Mielca, dla wielu kierowców jest tak oczywista jak to, że świeci słońce. Wielu z nas wręcz nie wyobraża sobie komunikacji bez tego szlaku i drugiego mostu na Nilu (nazwanego im. Ofiar Katastrofy Smoleńskiej), który powstał w ramach tej inwestycji.

Tymczasem 10 lat temat tzw. małej obwodnicy był „daleko w lesie”. Mało tego, nie wiadomo było, czy to przedsięwzięcie w ogóle zostanie zrealizowane. Termin rozpoczęcia tej niezwykle istotnej, nie tylko dla Kolbuszowej, inwestycji niebezpiecznie przeciągał się w czasie. Stąd do radykalnych działań w tej sprawie nawoływał kolbuszowski radny, Józef Fryc:

– Samo pisanie i proszenie okazuje się bezskuteczne. Proponuję więc zmienić taktykę. Należy zrobić „coś”, co może nie jest popularne, ale wreszcie pokaże decydentom, że ta inwestycja jest konieczna. Może wtedy podejdą do tego tematu poważniej – apelował Fryc.

Radny wojewódzki, Stanisław Kościelny studził te kolbuszowskie emocje i zapewniał: – Nie możemy sobie pozwolić, aby między Mielcem a Kolbuszową nie było normalnego połączenia, i aby miasto nad Nilem nie miało tak potrzebnej obwodnicy. Z tego czego się podjęliśmy, wywiążemy się na 100 procent – obiecał Kościelny. I jakby nie patrzeć – słowa dotrzymał.

Super Nowości z sierpnia 2006 roku.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.