#Strzelczym okiem: Chleba i igrzysk




Mielec Stalą stoi. Zarówno piłkarze nożni, jak i szczypiorniści są niekwestionowanymi wizytówkami naszego miasta. Jesteśmy z nich dumni i wszyscy im kibicujemy. Zwróciłem za to uwagę na wysokości stypendiów przyznanych mieleckim sportowcom przez Prezydenta i powiem szczerze, że jestem w małym szoku. I choć mogą mnie Państwo podejrzewać o zazdrość, to proszę pozwolić na refleksję.

31 stycznia b.r. weszło w życie zarządzanie prezydenta Mielca dotyczące przyznania stypendiów dla sportowców osiągających wysokie wyniki w swoich dyscyplinach. Wedle dokumenty wsparcie otrzymają piłkarze ręczni, piłkarze nożni, siatkarki „Szóstki”, lekkoatleci, pływak, członkowie Mieleckiego Towarzystwa Rakietowego oraz szermierz. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na kwotę jaka przysługuje piłkarzom obu wiodących dyscyplin w naszym mieście. Każdy z 22 zawodników FKS Stal Mielec będzie do 30 czerwca br. co miesiąc otrzymywać 3100 złotych brutto. Jeszcze więcej pieniędzy będą otrzymywać szczypiorniści, bo tam kwoty wahają się między 3100 a 4870 zł brutto. Wliczając pozostałych sportowców, daje to ponad 160 tysięcy złotych miesięcznie. W czym więc mam problem?




Nie jestem zwolennikiem wspierania zawodowego sportu przez miasto. O ile rozumiem wspieranie młodych sportowców, którym stypendium pomoże w rozwijaniu pasji, czy zakupie drogiego sprzętu, o tyle nie mogę pojąć dofinansowania piłkarzy, którzy w klubie zarabiają na siebie. Zresztą taka sytuacja może powodować, że same kluby mogą proponować mniejsze pieniądze w kontrakcie, bo przecież Miasto dopłaci także zawodnikom prywatnie. Takie rozpasanie wcale nie wspiera sportu. Prowadzi do głupich przyzwyczajeń, że „mi się należy”. Wspierać? Ok. Ale jeśli już to tylko amatorów, ale nie zawodników, którzy sami na siebie zarabiają. I w ten sposób pracują. Każdy by chciał otrzymywać dodatkowe pieniądze za swoją pracę, prawda? Nie widzę przeszkód, z wyjątkiem jednej: nie z publicznej kasy. Proszę pamiętać, że miasto czy rząd nie ma własnych pieniędzy. Rozumiem argument, że to dzięki nim (i oczywiście wieży i otwarciu galerii) Mielec jest znany, ale nie tędy droga.




Jest jeszcze jedna kwestia związana z tematem. Dotacje dla klubów od miasta. Chciałbym poznać Państwa zdanie na ten temat. Czy miasto powinno wydawać setki tysięcy złotych rocznie na finansowanie mieleckich zespołów? Według mojej opinii profesjonalny sport polega na tym, że kluby znajdują sponsorów i cała działalność danego klubu jest finansowana właśnie w ten sposób. Poza tym zawsze może przyjść pokusa, żeby dać więcej. Przecież mamy taki deficyt, że już „pal licho” – damy więcej! A przecież cudzymi pieniędzmi tak łatwo zarządzać. A poza tym, jeśli dany klub ma problemy ze znalezieniem sponsora, to znaczy, że coś jest nie tak.




Wkurza mnie, że w Mielcu panuje rozdawnictwo na prawo i lewo. I nie mówię tu o samych stypendiach, które może nie są aż tak wielkim problemem. To tylko wierzchołek góry lodowej. Moda na budżet z deficytem trwa. Jaki rząd, taka Rada Miasta. Tylko, żeby nie okazało się, że miasto obudzi się z ręką w nocniku…




Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.