#Strzelczym okiem: Mielecka partiokracja i starzy liderzy




Wybory samorządowe 2014 r. Na jednym z osiedli kandydatem na radnego jest osoba, która nawet nie mieszka w rejonie, z którego startuje. Zajmuje w okręgu trzecie miejsce z całkiem niezłym wynikiem. Skąd taki rezultat? Efekt doskonałej kampanii?

Co prawda plakaty wyborcze opisanego powyżej kandydata były rozwieszone, a więc nazwisko przewijało się w głowie wyborców, to w gruncie rzeczy nikt tego pana nie znał. Jedyne co go wyróżniało, to szyld partyjny. Start na radnego jako reprezentant Prawa i Sprawiedliwości na Podkarpaciu musi równać się napływowi elektoratu myślącego partyjnie. A w wyborach samorządowych nie o to chodzi.




Powinno wybierać się ludzi nieprzypadkowych. Kandydat KW PiS, o którym wspomniałem, nie zdołał wygrać, gdyż był obsadzony w dość mocnym okręgu, pełnym potencjalnych radnych. Był skazany na pożarcie, ale pomimo tego zdołał zebrać nieświadomy elektorat, który oddał głos nie na jego, a na PiS. A przynajmniej tak uczyniła znaczna większość. Jest to zaprzeczenie idei obywatelskości.




System, który faworyzuje członków czy reprezentantów danej partii w wyborach jest do kitu. Jestem pewien, że radni, którzy się dostali jako kandydaci PiS-u, byliby w stanie wejść do Rady Miasta bez podpórki szyldem partyjnym. Nie znam ich wszystkich, ale o tych, z którymi miałem do czynienia, mógłbym powiedzieć wiele dobrych rzeczy.




Ich tu w żaden sposób nie atakuję. Chcę jedynie zwrócić uwagę, że wybory samorządowe nie powinny mieć z partiami wiele wspólnego. Swoją drogą ciekawi mnie ilu radnych klubu PiS należy do partii i faktycznie ma coś z nimi wspólnego. Niemniej warto jedynie zauważyć, że łatka „partyjniaka” może doprowadzić do awansu w hierarchii. A takich zapewne też niemało.




Kończąc ten wątek, można zadać sobie pytanie: czy lepiej startować jawnie jako PiS czy może ukrywać swoje „PSL-owstwo”, „SLD-PZPR-ostwo” czy „PO-ostwo” startując pod eufemistycznymi, lokalnymi nazwami? I tak źle, i tak niedobrze. To tylko wskazuje, że ten system nie jest do końca zdrowy.




Problem, który poruszyłem tyczy się także powiatu. A tam partyjnictwa jest jeszcze więcej. To w końcu stopień wyżej w hierarchii dla lokalnych działaczy.





Następną sprawą, którą króciutką chciałbym skomentować jest rozstrzygnięcie rekrutacji do tzw. Szkoły Liderów Miasta, która rusza w Mielcu 3 marca. Inicjatywa ta została podjęta we współpracy z New Memphis Instytut i naprawdę świetnie się prezentowała. Sam miałem ochotę, aby ubiegać się o miejsce w tym programie. Jednak jednym z warunków była co najmniej pięcioletnia działalność społeczna, a niestety w wieku 15 lat jeszcze się nigdzie nie angażowałem. Kilka dni temu upubliczniono wyniki rekrutacji.




Do programu dostali się m.in. Józef Smaczny (lat 71), a także dyrektorzy szkół czy radni i miejscy urzędnicy. Społecznicy tacy jak Łukasz Przybyło, którego bardzo cenię, czy aspirujący dziennikarz (chyba mogę Cię tak przedstawić) Szymon Burek znaleźli się na liście rezerwowej. Jestem przekonany, że pan Smaczny, doświadczony działacz PZPR, posiada już wszelką możliwą wiedzę, a inni urzędnicy miejscy czy radni starszej daty (z całym szacunkiem dla wszystkich) pewien wysoki, powiedzmy sobie, etap osiągnęli.




Myślałem, że ta inicjatywa skierowana jest głównie do ludzi młodych oraz do społeczników, którzy powinni się rozwijać i osiągać kolejne poziomy wiedzy. A z takich osób, które kojarzę, to dostrzegam jedynie Sebastiana Pereta z KML. No chyba, że się jednak myliłem i idea tego programu była skierowana do innych adresatów niż sądziłem.

Wiktor Strzelczyk




1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.