Makabra w bloku przy Asnyka. „Zwłoki przesiąkły przez sufit”




W mieszkaniu jednego z bloków przy ulica Asnyka w Mielcu odnaleziono zwłoki mężczyzny. Jego ciało było na takim etapie rozkładu, że odór był nie do zniesienia, a płyn z rozkładających się zwłok przesiąkał przez sufit, tworząc przerażające ciemne plamy… To makabryczne wydarzeniem 10 lat temu wstrząsnęło Mielcem i całym regionem.

Mieszkańcy bloku nie byli w stanie określić, kiedy i z jakiego powodu ich sąsiad zmarł. Wiadomo tylko, że ostatnimi czasy narzekał na zdrowie. Mieszkał samotnie, jego żona z córką wyjechały za granicę. Pojawiły się problemy z alkoholem. Jednak tak naprawdę żaden z lokatorów bloku przy ul. Asnyka nie interesował się losem samotnego mężczyzny. Mało kto zwrócił też uwagę, że od pewnego czasu przestał się on pojawiać przed blokiem. Mieszkańców zaniepokoił dopiero… odór rozkładających się zwłok.




O interwencję w tej sprawie do Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych od wielu tygodni apelowała pani Emilia, sąsiadka mężczyzny. Narzekała, że z powodu coraz większego fetoru musi spać u bratanicy. Do tego na suficie jej mieszkania pojawiły się przerażająco wyglądające ciemne plamy. Zdeterminowana kobieta napisała list do prezydenta miasta, w którym poskarżyła się na opieszałość pracowników MZBM.




Okropnego smrodu nie mogła też znieść sprzątaczka, która w końcu zawiadomiła policję, straż miejską i pożarną. Mieszkanie było jednak zamknięte. Fakt, że lokator mieszkał samotnie i nie miał żadnej rodziny w Mielcu, dał prawne podstawy do wejścia siłą’. W związku z tym, że mieszkanie znajdowało się na piętrze, ze strażackiej drabiny wybito szybę w oknie i w ten sposób dostano się do pomieszczenia.




A tam leżały zwłoki mężczyzny, które jednoznacznie wskazywały, że jego zgon nastąpił wiele tygodni temu. Ciało było w zaawansowanym stanie rozkładu, a fetor był tak okropny, że podczas oględzin trzeba było używać maski tlenowej.




Super Nowości z 4 maja 2007 roku.




1 Komentarz

  1. Byłam sąsiadką zmarłego mężczyzny, a owszem interesował mnie los samotnego mężczyzny, nie zliczę ile razy odwoziłam go na oddział zakaźny, pogotowie, szpitala na detox. Niemalże wszystkie święta miałam zepsute przez jego alkohol, bo było mi go żal jako człowieka. Mężczyzna był w konflikcie z całą klatką a i tak otrzymywał pomoc. Dodam, że spłacałam za niego dług (naiwna był jedynym żyrantem pożyczki), nie zapłacił mi gotówką w całości za samochód który mu sprzedaliśmi, rozliczał się egzotycznymi serami które srzedawał w sklepie PLUM i inne tam …. Na kilka miesięcy przed śmiercią w mieszkaniu była melina. Trzeba było chronić dzieci przed łobuzami, którzy do zmarłego przychodzili. Wszyscy wobec niego byli bezsilni. Była majówka wyjazd poza Mielec, po przyjeździe śmierdziało. Zapił się na śmierć.
    Gorszy mnie napis,”nikogo nie interesował los samotnego mężczyzny”. I na dodatek to samo po 10 latach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.